Wycieczki własne oraz członków Klubu Rowerowego Lubica


Z Justysią W Kotlinie Kłodzkiej!

P1030142

Nad zalewem w Radkowie! Lato 2014




W Świętokrzyskiem i Beskidzie Żywieckim

29-erami, samochodem i pieszo

P1030479


W początek września, w 8 dni, dwóch śmiałków, w osobach Wojtka i Przemka. Jeden niezmienny cel: odkrywanie górskiej przyrody. 

Tak było:

Piątek: samochodem na przełęcz Krowiarki (1010 m n.p.m.) i pieszo czerwonym szlakiem na Babią Górę (1725 m. n. p. m.), zejście w Zawoi Markowej (podwózka do Krowiarek przez życzliwą panią)

 

Sobota: samochodem do Kościeliska i pieszo Doliną Kościeliską do schroniska górskiego na Hali Ornak (1100 m n.p.m.), powrót do Kościeliska po drodze zwiedzanie Wąwozu Kraków i Smoczej Jamy, potem autem do słowackich Oravic i pieszo doliną Juraniową do Juraniowej Cieśniawy, powrót do Oravic przez Umarłą przełęcz i dolinę Bobrowiecką.

 

Niedziela: samochodem do Siwej Polany i pieszo Doliną Chochołowską do Polany Chochołowskiej (1090–1150 m n.p.m.), powrót tą samą trasą, potem powrót do Kiczorów przez słowackie Namestovo wzdłuż jeziora Orawskiego.


ROEWREM

ROWERAMI Z PRZYGODAMI


SAMOCHODEM


KICZORY

SAMOCHODEM I DALEJ W DROGĘ...


P1030426 P1030441 P1030479

P1030482 P1030516 P1030520

P1030526 P1030549 P1030552

Kiczory - Trzy Jaskółki na Siarce Polana Chochołowska Słowacja - Dolina Bobrowiecka

Babia góra 1 Babia góra 2 Dolina Kościeliska - wąwóz Kraków






                          

                  




W Dolinie Pałaców i Ogrodów...

chojnik

Na Zamku Chojnik

     Sprawdzeni w bojach na górskich szlakach, miłośnicy surowej przyrody-w osobach Przemka, Bartka i Wojtka-postanawiamy spędzić weekendowy czas, eksplorując obszar Kotliny Jeleniogórskiej, pieszo, rowerem i samochodem. Po przyjeździe do wsi Bukowiec, położonej w Rudawach Janowickich, a słynącej m.in. z zespołu pałacowo-parkowego, gotyckiego Kościoła pw. Św.Marcina z XVI w. czy okazałego XVI-wiecznego Pałacu, przesiadamy się na rowery, by po chwili rozpocząć podjazd na Przełęcz Okraj (1046 m n.p.m.), łączącą Polskę z Czechami.Przeszło 11-kilometrowa wspinaczka to ciągłe zmaganie z ubywającymi siłami własnych organizmów, kiedy pot zalewa oczy, a nachylenie wijącej się drogi oscyluje między 3 a 6%. Do pokonania różnica wzniesień rzędu 595 metrów. Wracają wspomnienia sprzed 10 laty, kiedy wspólnie zdobywaliśmy ten szczyt po raz pierwszy. Dojeżdżamy do celu w pojedynkę. Wojtek fotografuje kolegów, po chwili gratuluje wyczynu. Bartosz dotarł na metę na rowerze z dawnej epoki, w którym nie dość że nie dzałały przerzutki, to jeszcze korba omało nie wyskoczyła z mechanizmu. Okazuje się, że gdy wola silna, to nawet na "byle czym" do celu górskiego szczytu dotrzeć można!Cel rowerowy zrealizowany, pora na wędrówkę po szlaku. Decydujemy o wspinaczce na "Skalnik",który góruje w paśmie Rudaw Janowickich 945 m n.p.m. Ten rozległy masyw, o kształcie kopulastym stanowi dla nas ciekawe wyzwanie, które po około godzinie czasu realizujemy z uśmiechem na ustach. 

P1020983

Z tarasu widokowego na Skalniku-945 m n.p.m.


Po trudach podejścia, postanawiamy zorganizować sobie grilla na posesji gospodarza, pana Bogdana. Pieczone kiełbaski oraz karkówka, okraszone pszenicznym piwem smakują tym lepiej, im bardziej wsłuchujemy się w interesujące opowieści gospodarza o  jego pobycie w USA i relacjach międzyludzkich. Przedstawia nam zgoła inną rzeczywistość codziennego życia, w którym wiele prostoty i tak często brakującego nam szacunku do drugiego człowieka. Dla przykładu, mając kartę zdrowotną za 50 dolarów, możemy tam bez ograniczeń korzystać z koszyka podstawowych świadczeń lekarskich, nie czekając w długich kolejkach do wizyt lekarskich, czy zabiegów medycznych.Pomarzyć dobra rzecz, skupmy się zatem na tych realnych...

P1020895 wspinaczka P1020950

widok okraj bukowiec

P1020993 P1020995 P1030007

wodospad pogórnej wojanów P1030013


Niedziela pod znakiem odkrywania Wodospadu Podgórnej, podejścia na Zamek Chojnik oraz eksploracji pałaców w dolinie "Pałaców i Ogródów". Kolejno Łomnica, Karpniki, Wojanów. Ten ostatni zrobił na nas zdecydowanie największe wrażenie, z uwagi n architekturę pałacowo-parkową, wystrój wnętrza oraz samo umiejscowienie. W latach 2005-2007 dawny blask odzyskał nie tylko renesansowy dwór, lecz także okalające pałac oficyna, spichlerz, stajnia, wozownia i stodoła. Całość porywa i stanowi swoistą wizytówkę regionu, dla poszukujących wrażeń piękna rzeszy turystów, w tym coraz liczniejszych zagranicznych.


MAPA



   Po Górach Bialskich

29-erami Giant

     16-18 maja 2014

P1020736

     W Jaskini Niedźwiedzia w Kletnie

     16 maja br. Nareszcie po pracy. Ostatnie rzeczy spakowane, rower na dach i po kolegę Przemka. Razem w góry dotąd niezdobyte przez nas obu. Cel jak zawsze ten sam-eksploracja górkiej przyrody, miejsc magicznych i wartych poznania. Jedno czego przewidzieć nie można-pogoda. Leje jak scebra. Wówczas nie możemy jeszcze zakładać, że tak już pozostanie do samego końca. Nic to, najważniejsza przygoda, na marudzenie każdej chwili szkoda. Bazą wypadową Nowy Gierałtów, ogromny pensjonat, w nim Pan Zbigniew, ciekawy, życzliwy człowiek, który przybliża nam historię tego miejsca, podejmuje gościną, tak że czujemy się jak byśmy byli tu kolejny raz. Znajdujemy się w dolinie Białej Lądeckiej, pośrodku Gór Złotych i Bialskich, we wschodniej części Ziemi Kłodzkiej. Niedaleko stąd do Kletna, Jaskinii Niedźwiedzia, masywu Śnieżnika, Wodospadu Wilczki, Kopalni Złota W Lądku Zdroju.Turyście atrakcji nie zabraknie w każdej pogodzie. 

   Sobota z ulewnym deszczem zmusza nas do porzucenia myśli o rowerze i przemieszczania się samochodem po urokliwej okolicy. Zdobywamy Górę Igliczna 845 m n.p.m. Na szczycie barokowe Sanktuarium Matki Bożej Śnieżnej z XVIII wieku.   Występuje tutaj skupisko górskich szlaków turystycznych w Masywie Śnieżnika. Przy dobrej pogodzie roztacza się widok na Czarną Górę, Śnieżnik i Kotlinę Kłodzką. Kolejno już tylko szybkie zejście do auta i do Kletna, gdzie podziwiamy różnorodne formy skalne w Jaskinii Niedźwiedzia. Znajdujemy się na środkowym poziomie udostępnionym dla turystów, na specjalnie przygotowanej trasie. Długość korytarzy w jaskinii przekracza 2,5 kilometra. Wśród okazałych formy naciekowych spotkać tu możemy: stalaktyty, stalagmity, żebra i nacieki kaskadowe, pola ryżowe. 

     Turysto! Warto przyjechać, poczuć klimat tych miejsc, z których każde opowie nam swoją historię, powieje odrobiną magii i niewyjaśnionych zagadnień. A cała reszta to już tylko wytwór Twojej wyobraźni.

Zapraszamy!


mapka n.gierałtów

Sobota:

Trasa samochodowo-piesza

Góra Igliczna-Kletno-Jaskinia Niedźwiedzia

Niedziela:

Trasa rowerowa: 33 km

Nowy Gierałtów- Bielice - Czarnobielski Dukt - Czarny Dukt - Przełęcz Sucha (1002 m. n. p. m.) - Droga Marianny - Nowa Morawa - Bolesławów - Stara Morawa - Stronie śląskie - Stary Gierałtów - Nowy Gierałtów.


Czarnobielskim Duktem deszczowa Przełęcz Sucha Jaskinia Niedźwiedzia

P1020687 P1020697 P1020707

P1020716 P1020722 P1020736

P1020742 P1020747 P1020752

P1020756 P1020825 pawilon jaskini Niedźwiedzia

Przełęcz Sucha Sanktuarium na Iglicznej w pawilonie jaskini Niedźwiedzia

Źródło własne




KOTLINA KŁODZKA 

PO SZUTRZE I ASFALCIE

30.08-1.09.2013

P1020367 

W drodze na Przełęcz Lądecką

     Dwa dni, dwóch turystów rowerowych, dwa 29-calowe rowery Giant i Kellys. Cel wspólny: objechać skrawek Kotliny Kłodzkiej. Podróż na miejsce samochodem, w cztery godziny zdobywamy bazę noclegową. Miejscowość Laski, nieopodal Kłodzka. W niej gospodarstwo agroturystyczne ELTAN-www.eltan.pl

Jest późny wieczór, ostatnie spojrzenie na mapy i plan rowerowych zmagań na sobotę...

     Nazajutrz po smacznym i kalorycznym śniadaniu około 9.00 wyruszamy. Polanami i duktami leśnymi kierujemy się do wsi Mąkolno. Przemek od razu narzuca mocne tempo, nie zważając na nowy 29-calowy rower, którym dotąd przemierzał jedynie płaskie odcinki Ziemi Lubuskiej. Daje się zauważyć jego odwagę na szutrowych, leśnych zjazdach, gdzie wykręca prędkość 49km/h. Widzę tylko jego plecy. Sam mam wiele frajdy, testując w tym wymagającym terenie buty na wczepy. Kolejny kierunek przygraniczna, czeska Bila Voda. Droga wąska asfaltowa, ciekawa zwarta zabudowa miejscowości i dawny, dobrze utrzymany Zesół Klasztorny Pijarów z barokowym kościołem, obok którego przejeżdżamy. Zaciekawieni gubimy drogę i zamiast w czeskiej wiosce Kamienicka zanajdujemy się w jej polskim odpowiedniku. Jazda na skróty i błądzenie z mapą. To smaki kazej podróży! Koniec bocznych dróg asfaltowych, zaznaczmy dobrze utrzymanych (oby nasze główne kiedyś tak wyglądały). Droga krajowa nr 60 do miasta Javornik, dziś niezbyt ruchliwa. Widoki przestrzenne, pagórkowate, dokumentacja zdjęciowa i chwile odpoczynku.Jesteśmy! W poszukiwaniu czynnej apteki (kolega prosił o zakup maści), odnajdujemy szybko górujący nad miastem zamek Jansky Vrch, dowiadując się o jego XIII-wiecznej genezie. Niegdyś było to miejsce strategiczne, stąd nad siedliskiem jawornickim wybudowano gród. W otoczeniu skał stanowi prawdziwą perłę miasta. Odrestaurowany, przyciągający rzesze turystów. Dziś u jego podnóża odbywa się festyn strażacki. Ludzie tłumnie bawią się. Chwila odpoczynku wskazana! Po czasie znów w pedałach, kierując się do miejscowości Travna. Z niej prawdziwe schody, wspinaczka na Przełęcz Lądecką. Serpentyny w otoczeniu lasu, jazda 10-12km/h i zawziętość Przemka, który nie odpuszcza. Taki rower zobowiązuje-powtarzam nie raz, zatem nie prowadzimy, tylko mozolnie pniemy się wąską asfaltówką po sam szczyt. Napotykamy jakieś małżeństwo, podróżujące samochodem.Rozmawiamy. Bliżej szczytu przystanek w przydroznym barze, skąd roztacza się okazała panorama Gór Złotych. Tu pierwszy raz widzimy dwóch śmiałków, na starych, stalowych rowerach miejskich, z wolna jadących pod górę. Komentujemy to słowami twardziele z pasją. Wrescie zdobywamy przełęcz-665m n.p.m. Podziwamy panoramę doliny Lutego Potoku, w której leży wieś Lutynia. Stąd warto wybrać się na wycieczkę na Borówkową-900 m n.p.m, gdzie znajduje się nowa wieża widokowa (Zielony Szlak-godzina czasu). Każda góra oddaje, bo ma swój zjazd-powtarzam Przemkowi, motywując go do kolejnych górskich odcinków. Następują zjazdy!I znów umyka mi kolega za zakrętem...Przybywamy do Lądka Zdroju, położonego na wysokości ok. 500 m n.p.m., pomiędzy pasmami górskimi Gór Złotych i Krowiarek, w dolinie rzeki Białej Lądeckiej. Siadamy na ławce i przyglądamy się renesansowym i barokowym kamienicom w Rynku. Stwierdzamy liczne zaniedbania na fasadach budynków. Z pewnością nie jest to walor architektury, zwłaszcza dla obcokrajowca podróżującego po tym regionie. Jednak najistotniejsze dla ciała i ducha są zasoby bijacych wód termalnych, wykorzystywanych w leczeniu już od XIII wieku, co pozwala na określenie miasta mianem najstarszego uzdrowiska w Polsce. Nas urzeka jego położenie, w bliskim sąsiedzctwie pól, lasów i  wzgórz. I dalej w drogę! Pora dotrzec do Złotego Stoku. Oczywiście płasko nie będzie, o czym szybko przekonujemy się, kręcąc młynki rowerowe, na Przelęczy Jaworowej-707 m n.p.m. Znajdujemy się na obszarze Śnieżnickiego Parku Krajobrazowego.Otoczenie przełęczy porasta las świerkowy. Jej kształt przypomina siodło, wcinające się w teren pośrodku Jawornika Wielkiego-872 m n.p.m. i góry Orłowiec-745 m n.p.m.Jeszcze trochę, musisz-powtarzam koledze. Podczas przystanku ponownie napotykamy dwójkę turystów, jak się okazuje w rozmowie z niedalekiego Paczkowa. Fajnie jest pogadać z kimś miejscowym, dowiedzieć się o pobliskich miejscach wartych zwiedzenia. Okazuję wizytówkę z ubieglorocznej wyprawy dookoła Polski, dając zapewnienie, że obaj Panowie znajdą się na mojej stronie internetowej. Wrescie Złoty Stok!Ponoć najstarszy ośrodek górniczo-hutniczy (z Muzeum Górnictwa i Hutnictwa Złota), dziś już o znaczeniu jedynie turystycznym.I choć nie będzie nam dane odkryć Sztolni Czarnej, w niej 10-metrowego wodospadu, to kiedyś z pewnością to zrobimy. Posiłek w przydrożnym barze, po chwili zakupy w markecie. Do bazy noclegowej około 15 kilometrów. Z obładowanym plecakiem trudniej. Za to na miejscu, po szybkim prysznicu grilowanie w specjalnej wiacie, przy czeskim piwie i rozmowach o wrażeniach z dzisiejszego dnia. Deszcz już może padać. Rozluźnieni wcinamy kiełbaski i pieczony chlebek, a gospodarz obiektu, życzliwy Pan Peter zaprowadza swe konie do stajni. 

Pensjonat EL-TAN

Pensjonat EL-TAN

     

     W niedzielę rano leje, a my niewzruszeni po śniadaniu w samochód i do Kletna, skąd rozpoczynamy wspinaczkę na Śnieżnik. Pogoda nie pozwoli dziś na podziw tego co wokół, da jedynie satysfakcję zmagania się z własnymi słabościami, podczas podejścia. Po drodze dwoje zagubionych turystów, zawracających ze szlaku. Niepokorni idziemy w ich ślady, jednak w porę znajdujemy właściwą droge, by po kilkudziesięciu minutach spotkać się z nimi w drodze do schroniska. Na szczycie tylko szybkie zdjęcia, gdyż wietrznie i zimno. Zejście na luzie, energii dodają batony i woda. Powracamy do Pensjonatu ELTAN, żegnamy się z gospodarzami, ładujemy rowery na dach i wyruszamy do Bożkowa. Tam posiłek obiadowy z Babcią Wojtka i powrót do Lubska. Z pewnością warto było. Kolejne doświadczenie, o którym opowiemy pewnie nie raz ilustrując to zdjęciami.

     Dziękujemy Państwu Peterowi i  Katarzynie Lorenz za życzliwość i gościnę.

Polecamy te okolice i szlaki Gór Złotych każdemu, kto ceni ciszę i górskie zdobywanie przestrzeni.

MAPA Kotlina Kłodzka


     A oto dane z trasy:

Sobota: Rowerem

-LASKI-MĄKOLNO-ZŁOTY STOK-BILA VODA-JAVORNIK-TRAVNA-PRZEŁĘCZ LĄDECKA-LĄDEK ZDRÓJ-PRZEŁĘCZ JAWOROWA-ZŁOTY STOK-LASKI     

75 km w 4h36min. Średnia prędkość: 16,26km/h  maksymalna: 57km/h

Niedziela: Samochodem do Kletna i pieszo na Śnieżnik, Bożków i powrót do Lubska.

     

     Niech te zdjęcia zilustrują naszą wycieczkę i zachęcą przyszłych podróżników:


1. Rowery samochód i kierowca 2. okolice Złotego Stoku 3. Javornik - Czechy 4. Javornik - w tle zamek Jánský Vrch

Rowery-samochód-    Okolice Złotego Stoku   Javornik-Czechy         Javornik-w tle zamek

kierowca                                                                                       Jánský Vrch

5. Pier nie jadę - w drodze na przełęcz Lądecką 665 m n.p.m 6. W drodze na przełęcz Lądecką 665 m n.p.m 7. W drodze do Lądka Zdroju 8. Lądek Zdrój

Pier... nie jadę -        W drodze na przełęcz   W drodze do Lądka     Lądek Zdrój

Przełęcz Lądecką       Lądecką 665 m n.p.m   Zdroju

665 m n.p.m

9. Cykliści z Paczkowa - przełęcz Jaworowa 707 m n.p.m. 10. Pensjonat EL-TAN w Laskach - baza wypadowa 11. Grillowanie w Laskach bez lasek 12. W drodze na Śnieżnik - mokro ślisko i pod górę

Cykliści z Paczkowa    Pensjonat EL-TAN       Grillowanie w Laskach W drodze na Śnieżnik 

przełęcz Jaworowa      w Laskach                  BEZ LASEK                mokro, ślisko i pod górę

707 m n.p.m.             baza wypadowa

13. Śnieżnik 1425 m n.p.m. - jak zwykle mgła 14. Śnieżnik 1425 m n.p.m. - mgła i zimno 15. Schronisko PTTK Na Śnieżniku 16. Przy schronisku

Śnieżnik 1425m n.p.m. Snieżnik c.d. mgły    Śnieżnik-Schronisko PTTK  Przy Schronisku

jak zwykle mgła


           SPECIALIZED DLA KAŻDEGO       2-4 sierpnia 2013

                                NA SZOSĘ

                                      NA SZUTR

                                           NA POLANĘ

P1020249

   Piotr - zdobywca - spoglądający na górskie zbocza

     

     Oczekiwane, niebezpieczne, szaleńcze. Tak bym określił najkrócej przeżycie dwóch weekendowych dni w Czechach (3-4 sierpnia br.), w ramach warsztatów szkoleniowych organizowanych przez firmę Specialized. Dwóch klubowiczów Lubicy Wojtek i Piotr, żądnych wrażeń na trasach zjazdowych, znanego w całej Europie kompleksu (głównie narciarskiego) Kouty nad Desnou. Umiejscowienie w gminie Loucna nad Desnou, na terenie Parku Krajobrazoweg  Jesioniki. Cztery trasy zjazdowe. Czas wjazdu wyciągiem na górę 6min.48sek. Zakwaterowanie w piątek, dojeżdżamy samochodem. Wieczorna kolacja, poznawanie uczestników i programu prezentacji. Nazajutrz rano po śniadaniu prezentacje celów i produktów firmy na rok 2014. A potem do sedna, czyli  Miasteczka Specialized, gdzie pod okiem wytrawnych serwisantów, dopasowujących rower pod każdego, stajemy się szczęśliwymi posiadaczami rowerów z górnej półki. I to nic że na chwilę, mając półtorej godziny na sprawdzenie w terenie określonego modelu. Pierwsze kółko razem z Piotrem. Dwa......Wyciągiem na szczyt, by po kilku minutach zjeżdżać niebieskim, krętym szlakiem, po szutrze, stromiznami wymagającymi stałego zaciskania klamek hamulcowych. Bezpiecznie i  wolno jadę drugi. Zauważamy z Piotrem niestabilność roweru, podrywa przednie koło. To pewnie wynik braku odpowiedniej techniki jazdy. Ale i tak mamy frajdę, skąpani w słońcu, z wypiekami na twarzy, pokonujemy zakręt za zakrętem. Przed nami wielu szybszych, doświadczonych śmiałków, w butach na wczepy, testujących nogę. Zdecydowanych na czarny szlak, czeka nachylenie stoku przekraczające miejscami 15%. To ekstremalne i nieosiągalne dla nas. Strach pomyśleć co by było gdyby...

     Powracamy do bazy po godzinie. Uznajemy, że drugie kółko testowe, odbędziemy osobno. Adrenalina wzrasta, kiedy przymierzam się do szosówki Specialized S-Works Enduro Carbon 29 SE . Marzenia się spełniają jak widać. Jadę przez miejscowość, celem zdobycia przełęczy przy elektrowni, położonej powyżej 1100 m n.p.m. 6,8kg wagi roweru daje się odczuć w lekkiej jeżdzie. Tę znakomitą jazdę pod górę zakłóca brak małej tarczy z przodu.Jednak świadomość poruszania się jednośladem za 35 tys.złotych uskrzydla. A zjazd to już czyste szaleństwo.Dobrze że nie mam licznika. Daję się ponieść fantazji na tym demonie prędkości. 

      Wrażeń wiele. Materiały reklamowe, bluza polarowa, bidon, odżywki i napoje izotoniczne. To wszystko otrzymujemy usatysfakcjonowani, wiedząc równie dobrze jak organizatorzy, że to swoisty magnes na popularyzację tej amerykańskiej marki pośród naszych klientów. Uważam że warto. W rozsądnej cenie dobry rower. A dla tych z fantazją i zapleczem finansowym prawdziwe perełki z kolarskiego peletonu.

      Piotr ma się nad czym zastanawiać w kontekście sprzedarzy rowerów Specialized w sezonie 2014. Życzyłbym nam powrotu w te strony za rok.

 

P1020249 P1020245 P1020252 

P1020243 P1020255 P1020260

P1020264 P1020266 P1020269

P1020277 P1020284 P1020286

P1020288 P1020289 P1020293

P1020294 P1020297 P1020301

kouty nad Desnou


       "Góralem" po Górach Stołowych i Sowich

                                                     sierpień 2012

     Masyw Gór Stołowych usytuowany jest w środkowej części Sudetów, zamykając od zachodu atrakcyjną turystycznie Kotlinę Kłodzką. Wypiętrzony przed 30 milionami lat leży na obszarze Polski i Czech. Najwyższymi szczytami polskiej części pasma są:Szczeliniec Wielki - 919 m n.p.m., Skalniak-915 m n.p.m., Szczeliniec Mały - 895 oraz  Narożnik-851 m n.p.m.


   

 DSC01587 

   Z tarasu widokowego Szczelińca Wielkiego

3. Szczeliniecka małpa - trochę zarosła

  Na Szczelińcu-"Małpa" trochę zarosła


   Te zbawienne weekendy! Co byśmy bez nich zrobili. Człowiek żyje ze świadomością, że za chwilę kolejny-jak dobrze! W pewien sierpniowy wybrałem się wspólnie z Przemkiem Siemionem w góry. Celem górskie przestrzenie, lasy, łąki, polany, zabytki. Objechać rowerem skrawek Gór Stołowych, poczuć ten klimat i rzeźkie powietrze, którego brakować zaczyna kiedy zdobywasz Karłów-919 m n.p.m. 

     Naszą dwudniową przystanią były Wambierzyce. Dom rodzinny Cioci Wojtka, z okien którego widok na unikatową Bazylikę. Bezcenne! Sobota, szybkie śniadanie i dwie skrajności: Wojtek-bułeczki z dżemem i miodem;Przemek-Kabanos i musztarda. Co kto lubi i  w drogę! Szutrówką w stronę Radkowa, by po chwili wspinać się już serpentynami pod Karłów. Kryzysy i ich przezwyciężanie. Przemek nie raz pokrzykuje na siebie motywując się do wysiłku. Mówię:-zwalniaj, ale nie zatrzymuj się, bo to osłabia! Jeden banan, chałwa i dużo płynów. Koszulka zlana potem, tak że wykręcać można. 

I gdybym tak mógł wzlecieć ponad te skalne kolosy…

 Dalej przejeżdżamy przez wieś Karłów, z której prowadzą liczne trasy, w tym: Międzynarodowa Trasa Rowerowa Ściany i Międzynarodowa Trasa Rowerowa Góry Stołowe. To miejsce przecięcia się kilku górskich szlaków turystycznych i swoista baza wypadowa do największych pereł regionu, takich jak: Białe Skały, Błędne Skały, Kopa Śmierci. Po chwili od swojego południowego podnóża wyrasta Szczeliniec Wielki, stając się naszym celem poznawczym przez najbliższe godziny. Odczuwając pragnienie bliskości ze skalistą naturą, przechadzamy się okrężnym-krętym szlakiem, ułożonym z kamiennych schodów, rozpoczynającym i kończącym się w Karłowie. A na szczycie wzniesienia, z tarasu widokowego podziwiamy malowniczą panoramę ukochanych Gór Stołowych, powtarzam w duchu: I gdybym tak mógł wzlecieć ponad te skalne kolosy, poczuć się prawdziwie wolnym, niczym  ptak co z wiatrem się brata. Godne podkreślenia jest to, że dzięki piaskowcowej, zwietrzałej i popękanej powierzchni szczytu , tworzą się tu różnorodne formy skalne, jako żywo przypominające swym wyglądem ludzi i zwierzęta (Słoń, Wielbłąd, Mamut, Małpa, Pies, Żółw, Sowa). 

DSC01593

     Wracamy do rowerów, by po chwili pędzić na "złamanie karku" 7-kilometrowym zjazdem przez Łężyce do Dusznik Zdroju. Pośród kur i gęsi, kaczek i psów. Dużo śmiechu i Przemek, który zawsze mnie "odstawi", tak że widzę tylko jego plecy w oddali. Adrenalina wzrasta zwłaszcza na zakrętach, gdy na liczniku 50-65km/h. Odpoczynek na stacji benzynowej, kolejno piekielny wjazd Drogą Dusznicką, w towarzystwie zawodowych kolarzy do Zieleńca, gdzie momentami nachylenie wynosi 10%. Pierwszy poważny kryzys Przemka. Staje na poboczu i  nie wierzy! -Dasz radę, musisz-pocieszam przyjaciela. Tempo 6-9km/h ale wciąż na rowerze. Skądinąd to podziwiam ludzi, którzy praktycznie bez przygotowania porywają się na takie przełęcze, zaginają się w sobie i zdobywają swój szczyt. Pokora i wytrwałość wzmacniają nas w codziennym życiu.

     Zieleniec, ośrodek narciarski (ok.950 m n.p.m.), położony w paśmie Gór Orlickich stanowi dzielnicę Dusznik Zdroju. Panujący tu - wyjątkowy na skalę kraju - mikroklimat, przy specyficznym układzie ciśnieniowym mas powietrza, wymusza na ludzkim organizmie wzmożoną produkcję czerwonych ciałek krwi. Stąd lepsze dotlenienie  i samopoczucie (nieocenione przy górskich-rowerowych potyczkach). Z tą wiedzą testujemy nasze organizmy, poruszając się po rowerowych szlakach, których jakość zasługuje na uznanie. I chociaż natężenie wysiłku duże, to tlenu w naszych płucach rzeczywiście pod dostatkiem. Następują szaleńcze zjazdy i kolejna wspinaczka do Złotna i Batorowa. Ta druga daje w kość. Przypadkowy staruszek zapytany przez nas ile jeszcze do szczytu odpowiada:-ze dwa kilometry. Pociecha to wątpliwa, kiedy okazuje się, że bylo ich w sumie pięć. Ostatnie batony i zapasy wody. I nerwy na dziurawej drodze, która wije się metr po metrze pod górę. Dobrze wspierać się nawzajem i wreszcie zjeżdżać, tym razem do wsi Chocieszów, notując rekordy prędkości. Kierowcy samochodów nie ryzykują w tych warunkach manewru wyprzedzania. Czujemy siłę, radość i bliskość rodzinnego Bożkowa, jadąc pośród rzepakowych pól w okolicach Gorzuchowa. U Babci Wojtka lane kluski i bigos, ale co tam...w końcu zasłuzyliśmy sobie. Ostatnie luźne kilometry przez Ścinawkę, Ratno Dolne do Wambierzyc. Zakup pamiatek i do domu, gdzie wujek Wojtka czeka już na nasze opowieści z trasy z przygotowaną kolacją. 

     W niedzielę rano awaria samochodu. Problem z akumulatorem. Z pomocą wujka i jego kolegów odpalamy, kierując się w Góry Sowie, do Sokolca. Wchodzimy czerwonym szlakiem na najwyższy szczyt-Wielką Sowę 1015 m n.p.m.  W nogach czuć zakwasy i blokadę, jednak nie spieszymy się, corusz zatrzymujemy, podziwiamy krajobrazy. Na szczycie wieża obserwacyjna i wielu turystów, którzy podobnie jak my zapragnęli widoku na Ślężę i Wrocław. Tylko szkoda tej pochmurnej pogody, bo można by zobaczyć wiele więcej, ale to już z pewnością kiedy indziej...


TRASA: 

Sobota:

Wambierzyce-Karłów-Duszniki Zdrój-Zieleniec-Duszniki Zdrój-Bożków-Wambierzyce,ok.100 km

Niedziela:

Wambierzyce-Sokolec-Lubsko


1.przed trasą 2. pogoda dopisuje widoki też 3. Szczeliniecka małpa - trochę zarosła 

6. W drodze do Zieleńca 5. chyba kiedyś tu był 8. Wielka Sowa - wieża widokowa

DSC01593 DSC01587 DSC01603


     

  Malowniczymi szlakami                               

  Karkonoszy i Gór Stołowych
         
 6-8. czerwca 2008

Wambierzyce
                  


     
W pierwszy czerwcowy weekend, grupa czterech śmiałków w osobach:Aleksandry, Bartosza, Wojciecha Mochockich oraz Piotra Węcławskiegopołączyła siły w imię wspólnego celu , jakim było odkrywanie uroków i osobliwego piękna górskich pejzaży w paśmie Karkonoszy i Gór Stołowych. Wyruszyli samochodem skoro świt, w piątek 6 czerwca. Wewnątrz załadowane mieli dwa bicykle (to wynik braku niezbędnego jak pokazało życie bagażnika samochodowego na rowery) oraz pozostałe bagaże. To znacznie utrudniało jazdę pasażerom z tylnej, częściowo złożonej kanapy (tzw. Lożyjak to wielokrotnie określał Piotruś). Mimo to nastroje dopisywały, a częste rozmowy prowadzone w czasie jazdy tylko potwierdzały tę tezę. Obierali kierunki: Żary, Żagań, Szprotawa, Bolesławiec, Lwówek Śląski, Jelenia Góra, Bukowiec, Wojków. W ostatniej z tych miejscowości zatrzymali się dłużej u pana Jurka Wieczorka-przyjaciela ojca trójki podróżnych. Tam też pozostawili Olę i samochód. Sami przesiedli się na jednoślady i wyruszyli na górę prawdy, tj. Przełęcz Okraj. To niemal 12-sto kilometrowy odcinek , który po raz pierwszy w życiu zdobywał Piotr. Doprawdy dokonał tego w znakomitym stylu, by zaraz po Bartku zameldować się na szczycie wzniesienia, położonego nieopodal przejścia granicznego z Czechami. Dla Wojtka stale uskarżającego się na ból kolan było to traumatyczne przeżycie. Kształtował psychikę i hart ducha i jako ostatni pokonał górę. Po serii pamiatkowych zdjęć trójka cyklistów powróciła do gospodarza z Wojkowa, aby przebrać się, z powrotem załadować rowery i wyruszyć w dalszą stukilometrową podróż do Bożkowa, gdzie oczekiwała ich już Babcia Gienia. Na miejsce dojechali około 19:00. Po obfitej kolacji udali się do malowniczych Wambierzyc, zwanych Śląskim Jeruzalem celem ujrzenia urzekającego, po zmroku podświetlanego kościółka pw. Matki Boskiej Wambierzyckiej . Całość udokumentowali dwoma aparatami. W drodze powrotnej podróżnicy wymieniali się odczuciami, emocjami związanymi z tym niecodziennym, duchowym przeżyciem.
         Sobotni dzień stał pod znakiem rowerowych szarży, ale po kolei!
Około 10:00 cała czwórka ponownie wyruszyła samochodem do Wambierzyc. Tam Oleńka, Bartosz i Wojtek przywitali się z dawno nie widzianą rodziną. Następnie Wojtek oprowadził Piotra po ciekawych miejscach. Aparaty w użyciu. Po czasie dołączyli pozostali. Była sposobność podziwiania Kalwarii, założonej w latach 1683-1708. W niej obok Kaplicy Matki Boskiej Bolesnej wycieczkowicze przygladali się polichromowanym, drewnianym figurom, będącym dziełem rzeźbiarzy, potężnym dzwonom na szczycie wzniesienia, czy słynnym Pielgrzymom, rozmieszczonym na malowniczych wzgórzach, skąd głęboki podziw wywoływała panorama Kotliny Kłodzkiej, uchwycona wielokrotnie obiektywem aparatu. Przed 13:00 śmiałkowie powrócili do Bożkowa na smaczny posiłek obiadowy, po którym Bartosz z Piotrem wyruszyli w rowerową drogę szlakiem Gór Stołowych, czego zwieńczeniem było zdobycie Karłowa(919m n.p.m) i słynnego Szczelińca Wielkiego-najwyższego wzniesienia Gór Stołowych, skąd roztacza się iście bajkowa panorama pasm górskich polskich i czeskich Sudetów. Chłopaki przyglądali się licznie występującym skałom, z których każda posiada własną nazwę nawiązującą do jej kształtu, np. Wielbłąd, Słoń, Wiewiórka. Niektóre są symbolami i wizytówkami tych gór np. Małpolud (Mamut). Oprócz głębokich spękalin i szczelin występują także labirynty, tunele, a także pojedyńcze formy. Po przebyciu 70-ciu górzystych kilometrów, w trakcie których nie uniknęli oni różnorodnych przygód, powrócili wieczorną porą w sam raz na drugi mecz rozpoczynających się właśnie Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej. Z bagażem wrażeń, o których opowiadali jeszcze długo około północy ułożyli się do snu.
             Niedziela przywitała wszystkich pluchą. Deszcz spowodował wcielenie w życie planu B, polegającego na zwiedzeniu ruin Pałacu w BożkowieTwierdzy Kłodzkiej, w podziemiach której znajduje się lapidarium oraz podziemne labirynty i korytarze minerskie, a z jej pomostu widokowego przedstawia się urzekający widok na miasto i okolice. Niezapomnianych wrażeń doświadczali Oleńka i Piotruś. Następnie szybkie ukierunkowanie się na Jelenią Górę. Po drodze kilka przystanków, a w samym sercu Karkonoszy obiadowy posiłek (pizza) jak również przechadzka po kamiennej kostce ulicą 1-go maja. Pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych humory wszystkim dopisywały. Po półtorej godzinie do samochodu i w drogę. Przed 18:00 zameldowaliśmy się w rodzinnym Lubsku. Wpierw do Piotrusia, wypakowaliśmy co jego, później Bartek powrócił do siebie rowerkiem, a Wojtek z Olą samochodem. Nadszedł czas refleksji i ciekawych opowieści najbliższym członkom rodziny.

            A oto dane z trasy rowerowej:

Piątek: Piotrek, Bartek, WojtekKarkonosze
TRASA: Wojków-Kowary-Przełęcz Okraj: 34km  w 1h50min.(bez postojów), maks. prędkość: 58km/h.
Sobota: Bartek, PiotrekGóry Stołowe 
TRASA: Bożków-Wambierzyce-Radków-Karłów-Szczeliniec Wielki: 70km w 4h04min. (bez postojów), maks. prędkość: 46,9km/h.
        
               Poniżej urokliwe zdjęcia choćby w skromnej części oddające tamto przeżycie

   

postcard postcard postcard postcard postcard
postcard postcard postcard postcard postcard
postcard postcard postcard postcard postcard
postcard postcard postcard postcard postcard
postcard postcard postcard postcard postcard
postcard postcard postcard postcard postcard
postcard postcard postcard postcard postcard
postcard postcard postcard postcard postcard
postcard postcard postcard postcard postcard
postcard postcard postcard


KLUBY NASZE ŁUŻYCE I LUBICA JECHAŁY RAZEM

         
         
W niedzielę, 1 czerwca 2008, odbyła się czwarta, rzec można – KRÓLEWSKA – bo najważniejsza w roku szkolnym wycieczka członków klubu rowerowego SP-2 NASZE ŁUŻYCE, do niemieckiego Forstu, z tradycyjnym już zawitaniem na chwilę przed rodową siedzibę Bruhlów w Brodach. Pod opieką nauczyciela Władysława Mochockiego uczestniczyli w niej uczniowie: Patrycja Michalska, Irmina Rotkis, Tomasz Ryba oraz bracia Tomasz i Przemysław Dragańczukowie. Miłym wyróżnikiem tej długiej, bo liczącej aż 75 km eskapady, byli także inni zapaleni rowerzyści: rodzice Tomka i Przemka – Katarzyna i Mariusz Dragańczukowie, a także członkowie klubu rowerowego LUBICA, bracia Wojciech i Bartosz Mochoccy. Po drodze do i z Forstu odpoczywano na kilku postojach leśnych, bo trud podróży dawał się mocno we znaki niektórym młodszym uczestnikom. Od miejscowości Jeziory Wysokie trasa wiodła ścieżką rowerową, która po niemieckiej stronie, wzdłuż granicznej Nysy Łużyckiej, doprowadziła kawalkadę rowerzystów aż pod piękny Park Róż w Forście. Po tej ciekawej, aczkolwiek niełatwej wyprawie rowerowej pozostały kolorowe wspomnienia oraz bogata dokumentacja fotograficzna wykonana przez Wojciecha Mochockiego i Mariusza Dragańczuka. 
         

postcard postcard postcard postcard postcard
postcard postcard postcard postcard postcard
postcard postcard postcard postcard postcard



                            

     Rowerowym   szlakiem

 

      Turystyka rowerowa w naszym regionie intensywnie się rozwija . Zpoczątkiem długo wyczekiwanej wiosny, kiedy aura za oknem wprawia w uśmiech każdego, liczne rzesze cyklistów różnych pokoleń-w myśl powiedzenia ruch to zdrowie -dosiadają swych bicyklów i mkną przed siebie na spotkanie z pięknem otaczającego krajobrazu (widokiem pól, łąk, zabudowań miejskich i wiejskich, duktów i zagajników leśnych).

Podobnie jak w latach ubiegłych, tak i w tym, zarówno Ci zrzeszeni w sekcji klubu rowerowego przy Stowarzyszeniu Lubica, jak i inni nie bedący jego członkami uroczyście zainaugurowali sezon rowerowy na ziemi lubuskiej.

    Jubileuszowy V Rajd Szlakiem Wiosny odbył się 5 kwietnia br. Jako zapalony kolarz-podróżnik odczuwałem potrzebę uczestnictwa , jednakże z powodu dolegliwości zdrowotnych dane mi to było jedynie w finałowej jego części, tj.urokliwej wsi Białków, będącej metą rajdu.

Postanowiłem więc wystąpić w innej roli i zabawić sie w reportera. Taką potroszę dziennikarską funkcję z satysfakcją spełniałem. Nie poruszając się jednośladem z pozostałymi kolegami-koleżankami, nie czując wiatru we włosach, dotyku wiosennego promiennego słońca, zapragnąłem choćby słownych relacji od samych uczestników. Z zaciekawieniem je zbierałem. A oto rezultaty!

Rozmowa ze współorganizatorem rajdu, dyrektorem Szkoły Podstawowej w Wicinie Panem Sławkiem Muzyką.

   -Z czyjej inicjatywy został zorganizowany Rajd Szlakiem Wiosny?

-To kontynuacja corocznego cyklu rajdów organizowanych przez Stowarzyszenie LubicaRajd Szlakiem Wiosny, Szlakiem Lubicy i Szlakiem Jesieni. W tym roku organizujemy ten cykl już po raz piąty. Można powiedzieć, że to po prostu tradycja. Inicjatorami rajdów są członkowie stowarzyszenia.
   -
Jak przebiegał proces organizacyjny?

-Zawiązał się po prostu komitet koordynacyjny: Antoni Węcławski-główny inicjator, Piotr Węcławski,Bogusław CieślakDariusz SidelnikAnna JachimekRobert SzymaniecKazimierz Rzepka.Te i pozostałe osoby przygotowały trasę, ognisko i inne atrakcje. W tym roku nawiązaliśmy współpracę z sołectwem Białkowa, gdzie odbyła się część artystyczno-kulinarna rajdu. Pani sołtys Stanisława Fortuna i inni mieszkańcy Białkowa bardzo serdecznie nas rozlokowali w swojej świetlicy.

    -Którędy wytyczona została trasa rajdu?

-Uczestnicy jechali przez następujące miejscowości: LutolChocimekJanowiceMokraStara Woda
   -
Ilu było uczestników i z jakich rejonów przybywali?

-Łącznie 45 uczestników rajdu z gmin: LubskoJasień i Gubin.
   -
Czy zostali oni pogrupowani ?

-Tak. Cykliści podzieleni zostali na dwie grupy :zawodowców (jadących po dłuższej i bardziej wymagającej, 25-cio kilometrowej trasie) oraz amatorów(przemierzających swymi jednośladami dystans o połowę krótszy ).
   -
Jakie atrakcje przewidziano na okoliczność rajdu?

-Smażona świeżynka, pieczone żeberka, chleb, herbata z Duetu, a Leszek Żołnierczakiewicz na harmonii grał, Teresa Myśliwa śpiewniki rozdała i cała wiara chórem śpiewała 
   -
Pana ogólne wrażenia?
   -
Rajd Szlakiem Wiosny uważam za bardzo udany, odbywany w wiosennie-słonecznej atmosferze , o charakterze turystycznym, przyrodniczym, integrującym i nade wszystko wesołym.

     Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia przy organizacji kolejnych imprez rowerowych.

Oto przykład fragmentu innej ciekawej rozmowy, przeprowadzonej z przyjacielem Piotrem Węcławskim, na co dzień pracownikiem Profesjonalnego Sklepu Rowerowego WANPOL w Lubsku, który jak zawsze w tego typu imprezach stanowił potrzebne zaplecze techniczne.

   -Czy miały miejsce jakieś wypadki?

-Tak, jedna drobna kolizja dwóch uczestników rajdu. Na szczęscie bez konsekwencji zdrowotnych. Te sprzętowe rozwiązane szybko i sprawnie.

   -Spostrzegłem niewielu młodych rowerzystów. Czym może być to spowodowane?

-Niby dwa kółka nikomu nie są obce, a mimo to rzeczywiście tak mało młodych bikerów bioracych udział w naszych rajdach Na przyszłość należy pomyśleć o przyciągnięciu większej ich liczby, co uatrakcyjni strukturę rajdów. Mam tutaj na myśli organizację gier i zabaw ruchowych, wykorzystanie elementów współrywalizacji. Wszystko to poparte ciekawymi nagrodami rzeczowymi. Wówczas na stałe ich przyciągniemy.

   -Co z Rajdu Szlakiem Wiosny najbardzie utkwiło Ci w pamięci?

-Przede wszystkim piękna, nareszcie wiosenna pogoda, bo różnie z tym przed laty bywało. Ponad to radość samych uczestników z możliwosci spędzenia wolnego czasu na łonie natury i w koleżeńskim gronie.

    Dziękuję pięknie za rozmowę i życzę nowych pomysłów na drodze pozyskiwania młodego,rowerowego narybka.

Tekst: Wojciech Mochocki

Fot. Andrzej Łoś



postcard postcard postcard postcard postcard
postcard postcard postcard postcard postcard
postcard postcard postcard postcard postcard